tczewskie improwizacje
Niedziela, 22 kwietnia 2012 | dodano:22.04.2012
Km: | 82.85 | Km teren: | 40.00 | Czas: | 04:29 | km/h: | 18.48 |
Pr. maks.: | 40.21 | Temperatura: | 20.0 | HRmax: | (%) | HRavg | (%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 562m | Rower: |
Na niedzielę umówiłem się z Maćkiem na wspólne kręcenie, wstępnie ustaliliśmy dystans na co najmniej 60 km. Rano zapakowałem się z rowerem do auta i o 9. byłem już w Tczewie. Trasa w pierwszym etapie to stała trasa treningowa Maćka, miałem okazję na własne oczy zobaczyć nowe inwestycje: zaporę w Młynkach i wspaniale wyasfaltowaną drogę leśną do Wędkowych.
Po osiągnięciu celu nad jeziorem Damaszka i odpoczynku, skierowaliśmy koła w stronę Skarszew, po drodze uzupełniając zapasy w lokalnym sklepiku w Boroszewie. W Bolesławowie obejrzeliśmy budynki po wybudowanym na początku XX w. kompleksie stajni i gorzelni, aktualnie mieści się tam Zespół Szkół Rolniczych. Dalej zaproponowałem aby sprawdzić niedawno wybudowany na nasypie po rozebranej linii kolejowej z Pszczółek szlak, skierowaliśmy się więc w stronę Sobowidza.
Zanim tam jednak dotarliśmy zbadaliśmy możliwość jazdy nasypem po linii kolejowej na odcinku, który nie został przebudowany w drogę dla rowerów. Natrafiliśmy na miejsca gdzie wybrano już tłuczeń, często z głębokimi koleinami na których dnie był sypki żwirek, utrudniający jazdę. Dalej dawna linia zachowała jeszcze podsypkę z tłucznia, która bardzo utrudniała jazdę. Na szczęście nasyp linii przeplatał się wielokrotnie z drogą, więc przy najbliższym skrzyżowaniu obu szybko uciekliśmy na asfalcik :-) Ach, jak pięknie się po nim jechało po udręce na nasypie!
Rzeczny szlak zaczyna się w Żelisławkach, wsi położonej przy autostradzie A1. Szybko dojechaliśmy nim do Pszczółek (w sumie to tylko niecałe 3 km) i po krótkim odpoczynku postanowiliśmy dotrzeć do Tczewa szlakiem wzdłóż Wisły. Pod koniec wiatr z południa dał nam odczuć swoją siłę, skutecznie spowalniając jazdę. Przed Tczewem zrobiliśmy ostatni postój, gdzie sfociłem pięknie filtrujące światło słoneczne chmury.

W Tczewie licznik pokazał równo 80 km, dodatkowe 2 to dojazd na myjkę.
Po osiągnięciu celu nad jeziorem Damaszka i odpoczynku, skierowaliśmy koła w stronę Skarszew, po drodze uzupełniając zapasy w lokalnym sklepiku w Boroszewie. W Bolesławowie obejrzeliśmy budynki po wybudowanym na początku XX w. kompleksie stajni i gorzelni, aktualnie mieści się tam Zespół Szkół Rolniczych. Dalej zaproponowałem aby sprawdzić niedawno wybudowany na nasypie po rozebranej linii kolejowej z Pszczółek szlak, skierowaliśmy się więc w stronę Sobowidza.
Zanim tam jednak dotarliśmy zbadaliśmy możliwość jazdy nasypem po linii kolejowej na odcinku, który nie został przebudowany w drogę dla rowerów. Natrafiliśmy na miejsca gdzie wybrano już tłuczeń, często z głębokimi koleinami na których dnie był sypki żwirek, utrudniający jazdę. Dalej dawna linia zachowała jeszcze podsypkę z tłucznia, która bardzo utrudniała jazdę. Na szczęście nasyp linii przeplatał się wielokrotnie z drogą, więc przy najbliższym skrzyżowaniu obu szybko uciekliśmy na asfalcik :-) Ach, jak pięknie się po nim jechało po udręce na nasypie!
Rzeczny szlak zaczyna się w Żelisławkach, wsi położonej przy autostradzie A1. Szybko dojechaliśmy nim do Pszczółek (w sumie to tylko niecałe 3 km) i po krótkim odpoczynku postanowiliśmy dotrzeć do Tczewa szlakiem wzdłóż Wisły. Pod koniec wiatr z południa dał nam odczuć swoją siłę, skutecznie spowalniając jazdę. Przed Tczewem zrobiliśmy ostatni postój, gdzie sfociłem pięknie filtrujące światło słoneczne chmury.

W Tczewie licznik pokazał równo 80 km, dodatkowe 2 to dojazd na myjkę.